słoneczniki.

22 lipca 2017


Dzisiaj troszeczkę o naszej wspólnej pasji. Na początku była to tylko pasja Agi i moja ale Ksenia bardzo szybko, widząc jak robimy zdjęcia, złapała za aparat. Bruno ponieważ, zawsze robi to co siostra też jeszcze dobrze nie zaczął chodzić a aparat już w ręce miał.
Co jakiś czas wybieramy się na małą wycieczkę po okolicy w poszukiwaniu miejsca, w którym możemy zrobić jakąś małą sesję. Mamy obok naszego domu taki fajny park, trochę zaniedbany, trochę zarośnięty i jak nam się wydawało trochę za dużo razy już fotografowany przez nas.
Wsiedliśmy więc w samochód i pojechaliśmy do miasta obok do parku z pałacem, o którym mówi się że jest bardzo fotogeniczny. Zabraliśmy wszystko, rowerki (żeby im się nie nudziło jak będziemy robić zdjęcia), przekąski (żeby nie byli głodni jak będziemy siedzieć pół dnia w parku), blenda, aparaty…
Jednak jak to czasami bywa w takich sytuacjach po wypakowaniu się z auta i wyruszeniu w kierunku pięknych plenerów okazało się, że górka była za stroma, że nóżki za bardzo bolą, że troszeczkę deszczyk za bardzo kapie… tego wszystkiego co troszeczkę nie pomyśli było, troszeczkę za dużo się zrobiło i nastał ten czas. Czas kiedy wróciliśmy do auta, bez zdjęć… Jak się domyślacie nie był to bardzo spokojny i miły powrót… Tak czasami nasze zazwyczaj spokojne dzieci potrafią doprowadzić nas do białej gorączki…
Wracając w ciszy (z krzykami z fotelików) zobaczyliśmy to pole… Takie duuuuuże… takie żółte… takie abstrakcyjnie wyglądające na tle ciemnej chmury deszczowej, która właśnie wisiała nad głową. Szybka wymiana wzroku i już wiedzieliśmy, że mimo krzyków i płaczu i ogólnego wnerwu musimy się tu zatrzymać i zrobić kilka zdjęć.
Oczywiście, takie okoliczności przyrody zawsze wprowadzają wszystkich w dobre humory i uśmiechy pojawiają się na twarzach...
Ja zawsze po takim dniu, kiedy przez chwilę mam ochotę wyjść i stanąć obok, a za chwilę uśmiechy ich powodują, że się roztapiasz, zastanawiam się nad jednym… Czy warto…
Czy warto tracić czas na te kłótnie…
Chyba nie. Wiem, że czasami nas wyprowadzają z równowagi, że czasami nie wytrzymujemy tego ciągłego „stukania palcem” żebyśmy zwrócili na nich uwagę… Wtedy właśnie takie pole słoneczników każdy powinien mieć gdzieś w zanadrzu… coś co pozwoli nam się uspokoić i nabrać dystansu do tego wszystkiego.
Dlaczego?
Bo za chwilę będzie nam tego brakować, bo dorosną i już nie wrócą te chwile, które teraz tracimy denerwując się na siebie..
Na pole słoneczników jeszcze wrócimy za jakiś czas jak rozkwitną.

Irek







Prześlij komentarz

the little things © . QUINN CREATIVES .