Julia Rozumek.

30 października 2016


na początku miało być o książce bo zdjęcia zrobiłam na następny dzień jak kurier mi ją przywiózł..
później miało być o spotkaniu autorskim ale czas jakoś tak szybko uciekł..
a teraz będzie i o tym i o tym a co!
gdy na facebooku Klocka i Kredki pojawiła się informacja o spotkaniu z Julką, aż podskoczyłam z radości...
nie dość że Kredkę czytałam zawsze zawsze to jeszcze Julka.. i te dwie kobiety w jednym miejscu to już w ogóle radość nad radościami!
praca, wyjazd, ślub na następny dzień po spotkaniu... wszystko tak poukładałam, żeby to wszystko dograć... no nie mogło być inaczej.
no i przyszedł ten piątek...
stało się idę tą Belgradzka i myśli tysiące przez głowę pędzi.. jak to będzie..
te słoneczniki przy metrze w centrum kupione... bo jak je tylko zobaczyłam to musiała..
trzymam w łapie i myślę, że się wygłupie.. po co jej te słoneczniki takie zwykłe...
no ale z drugiej strony jakoś głupio mi iść z pustymi rękami...
idę i widzę to znajome logo i tłumy już tam.. wchodzę a Ona każdej rzuca się na szyje...
tak jakby każdą z nas znała już lata... a to w sumie my wkradamy się do jej codzienności...
wiemy co nieco.. na tyle na ile nam pozwala wiedzieć.
przekraczając próg butiku jakaś taka energia z kosmosu się pojawia.. tyle bab no jacież pierdziele! każda taka inna a jednak coś wspólnego gdzieś tam nas połączyło..
z różnych stron przyjezdne tylko po to aby w tym miejscu spotkać się choć na chwilę z Julką ..
każda z nas mogła mieć inne wyobrażenie.. ale jak dla mnie w 100% się ono sprawdziło!
Julka wulkan energii, kobieta petarda!
czasem się zastanawiam jak w tak nie wielkim ciele mieści się tyle energii!
ciepło bije na kilometr. dla mnie tak jak zawsze sobie myślę o Niej to
właśnie taka niezwykle zwykła kobieta! <3
gdy już usadziłyśmy się na swoich miejscach i mogłyśmy posłuchać te znajome już każdej z nas posty... ale one jakiejś większej mocy nabrały gdy z ust autorki wypowiedziane...
śmiech i łezka w oku to wszystko co zawsze towarzyszy na blogu.. i przy książce..
takie jakieś mocniejsze w odczuwaniu było..
a później długie rozmowy i wino wspólnie wypite...
śmiech wypełniał butik i plac przed nim a ten czas tak szybko uciekł!
i jakiś żal było opuszczać to miejsce tych ludzi...
ale już przebieram nogami na grudzień by choć na chwilę znowu znaleźć się tam.

a słów kilka o książce by się przydało..
książkę mieć powinien każdy no po prostu każdy.
bo oprócz tych historii osobistych tam większa mądrość jest niż mogłoby się wydawać.
jak wielką moc ma rodzina... to ile sobie nawzajem dajemy..
rodzice dzieciom i dzieci rodzicom..
jak towarzysz nam to przez całe życie... jak kształtuje...
jak ważne docenianie jest dnia codziennego.. bo to ono jest wspaniałe...
te drobne rzeczy w życiu... bo wyglądać by mogły zupełnie inaczej...
na bloga Julki trafiłam już dawno...  i to jest jedno z tych miejsc do których zaglądam zawsze.
bo jakoś tak pozytywnie się robi... uśmiech na twarzy albo przemyśleń kilka się nasunie..
gdy Julka napisała kiedyś.. gdzieś.. już nie pamiętam czy a facebooku czy instagramie..
że książka się pojawi to czekałam z niecierpliwością!
bo książka to książka!
trzymasz w ręce i zapach kartek czujesz...
polecam z całego serca!



















zdjęcia ze spotkania umieszczone za zgodą Kai - Moi Mili

2 komentarze

  1. Znowu błąd na błędzie i błędem pogania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak to już tutaj jest zupełnie nieidealnie :) dobrze, że dostrzegasz tylko błędy. pozdrawiam!

      Usuń

the little things © . QUINN CREATIVES .