bieszczady.

25 lipca 2016

czasem trzeba naładować baterie.
tak po prostu rzucić wszystko..
zamknąć drzwi z całym tym bałaganem.. walającymi się garami..
stertą prania w łazience.. czystych rzeczy do poskładania..
z praniem na werandzie... i klockami rozrzuconymi po cały domu...
okruszkami na blacie i tym całym chaosem domowym..
wyciągnąć plecak rano wrzucić do niego najpotrzebniejsze rzeczy..
jak za starych czasów.. wziąć namiot... spakować śpiwory..
i wyruszyć.. choć na chwilę... choć na dwie.
wejść na górę.. kląć pod nosem, że się zachciało gór..
ale gdy już tam się jest.. nic więcej nie trzeba..
i to takie banalne ale

tam na dole zostało wszystko
wszystko to co cię męczy
patrząc z góry wokoło
świat wydaje się lepszy


zarazić tą miłością dzieci to nasza misja.

 

4 komentarze

  1. Piękne te Bieszczady i Wy!!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. następny raz jedziemy razem! kiedy kiedy?

      Usuń
  2. Zaczęłam czytać Waszego bloga, jeszcze kiedy sama nie byłam mamą. Wydawało mi się wtedy, że to jest niepotrzebny ekshibicjonizm pokazywać swoje życie codzienne, dzieci, męża w internecie. I niczemu nie służy.
    Codzienność zawsze mnie przerażała. Do momentu zajścia w ciążę, żyliśmy w mężem non stop w podróży - to też zresztą było naszym częściowym źródłem utrzymania. Wszystko uległo nagle zmianie, źle znosiłam ciążę (fizycznie i psychicznie), prysło poczucie wolności, nagle stałam się uwiązana do jednego miejsca, do powtarzalnych czynności, każdy dzień był podobny do poprzedniego. Po porodzie (trochę też do teraz) okazało się, że to nie ja podporządkuję dziecko pod siebie, ale ja będę musiała podporządkować się pod Nie. Było i jest nadal dość ciężko. Utrata wolności i możliwości robienia tego co się chce, kiedy się chce trochę mnie przytłacza. Pierwszy raz od ponad 15 lat, jestem w jednym miejscu dłużej niż 3,4 m-c. Po 3mc. zaczęliśmy wyjeżdżać z Synkiem ale wiadomo, że są to wyjazdy podporządkowanie pod Niego i pozbawione póki co tej przygody i ruszania w nieznane.
    Taka codzienność jaka jest teraz moim udziałem zawsze mnie przerażał, monotonia, przewidywalność, schematy....
    Tytuł Twojego bloga był dla mnie bardzo istotny. Uświadomił mi, że w codzienności też można być szczęśliwym. Że to trochę inne szczęście, ale też. I że trzeba go poszukać. To są takie rzeczy które ciężko mi dostrzec, ale one są. Jak synek dokazuje - to oznacza, że jest zdrowym dzieckiem. Jak domaga się uwagi to znaczy, że jest ciekaw i chce poznawać wciąż nowe rzeczy. Chyba wiesz co chcę przekazać, tylko brakuje mi odpowiednich słów.
    Twój blog, uczy mnie takiego prostego szczęścia w prozie życia. Ciężko mi je odnaleźć ot tak. Nie jest to oczywiste. Podróżując robiąc co dzień coś innego, byłam szczęśliwa sama z siebie, czułam się "na swoim miejscu".
    Teraz będą mamą, "siedząc w domu", kiedy musiałam też pożegnać się z dotychczasową pracą, podporządkować się wychowaniu dziecka, muszę jednak poszukać tego szczęścia. Muszę go codziennie odnajdywać. Nie przychodzi to samo- tak jak wcześniej.
    Ten blog, pokazał mi, uzmysłowił mi, że i w taki życiu, no, jest to szczęście, tylko trzeba go odszukać.
    Poza wszystkim innym szczerze zazdroszczę kupna domu. Ogród i taras to zbawienie. Marzę o tym i ja.
    P/S Proszę pozdrowić męża, bo to chyba mój kolega ze szkoły :)

    pozdrawiam serdecznie.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj! miło mi, że jesteś i te słowa sprawiły mi tyle radości.. czasem sobie myślę po co mi to wszystko... a dzięki takim komentarzom wierze, że warto! dokładnie wiem o co Ci chodzi. każda strona ma w sobie coś dobrego i choć ciężko zobaczyć to ot tak to tak jest.. wiesz powiem Ci szczerze, że sama się każdego dnia uczę tego odnajdywania szczęścia.. bo właśnie w tych zwykłych rzeczach bardzo ciężko się go doszukać.. ale przecież te najdrobniejsze otaczające pozornie zwykłe składają się na coś większego..
      i ja pozdrawiam serdecznie i oczywiście pozdrowię męża:)
      dziękuję za kilka słów.. bo tak często o nich zapominamy a są tak ważne!

      Usuń

the little things © . QUINN CREATIVES .