historia pewnej znajomości.

19 września 2014

Przychodzi taki czas kiedy człowiek pragnie mieć przy sobie drugiego człowieka.
Gdy widzi zakochane pary a w sercu coś kłuje....
Szuka na siłę a z tego szukania jeszcze więcej kłucia wychodzi...
Zjawia się ten, który miał być tym właściwym... ten potem następny...
I niby był ktoś ale szczęście moje i to ogromne pragnienie aby ktoś był... było złudne.
Serce mocno biło ale przestało... dwa razy bardzo mocno się rozczarowało...
ktoś chciał abym była tylko dla niego a reszta świata miała o tym nie wiedzieć,
bo w tej reszcie świata było jeszcze kilka jego...
a później niby nic a jednak coś tak na wszelki wypadek jakby nie wyszło...
powiedziałam stop! i jakby zmroziło się było wszystko obojętne...
Świętą prawdą jest, że gdy nie szukasz miłości ona niepostrzeżenia przychodzi sama...
i tak było ze mną.
Gdy nadziei już zabrakło, przyszła sama... zakradła się i zagościła na dobre.

A był to tak:
Ja i On.
biwaki, planowanie i przyszedł czas na obóz ten dopinany przeze mnie na ostatni guzik...
Śmiech, zabawa, granie na gitarze, śpiewy, poprawianie dobrze ułożonej chusty i robienie "kuj kuj"
picie kawy z jednego kubka, bo zawsze ktoś zapomniał swojego, Druh i Druhna...
wspólny spacer, lekkie zagubienie się w ogromnym deszczu
i coś jakby cieplej w sercu.
Ale jednak tłumaczenie sobie, że nic z tego nie będzie,
że nie warto o tym myśleć!
brak wiary w siebie po raz kolejny dawał górę!
Obozu dobiegł koniec...
i smutno się zrobiło... wracać do domu się strasznie nie chciało.
W domu chwilę po tym jak spędziliśmy ze sobą 14 caluteńkich dni... totalna pustka...
brak głosu, zapachu, dźwięku gitary...
dźwięk przychodzących sms'ów dawał choć namiastkę tych 14 dni....
miliony sms'ów, godzinne rozmowy telefoniczne,kilka spotkań...
Serce bijące jak oszalałe... stado motyli w brzuchu...
i myśl to jest to!
Wszystko się działo bez oczekiwań, po prostu się działo!
Pierwszy prawdziwy związek!
Trzymanie za rękę tak aby wszyscy widzieli.
18 wrzesień stwierdzony jako ten dzień, nasz dzień do świętowania...
Rewolucja w moim życiu 100% postawienie na jedną kartę - albo się uda albo nie...
Poszukiwanie pierwszego samodzielnego mieszkania, chęć odcięcia pępowiny...
znalazło się nawet szybko, jakby nagle szczęście zaczęło dopisywać,
tanie do utrzymania dla młodej dziewczyny pracującej w kwiaciarni, zarabiającej 6 zł za godzinę...
Pierwszy remont, kluczyki do mojego co się okazało naszego mieszkania!
24 grudnia 2009 spędziłam pierwszą noc w naszym mieszkaniu.
Szybko się potoczyło w maju planowaliśmy już ślub,
Szczęście i ta wielka miłość dodawała mi skrzydeł.
Wiadomo bez sprzeczek mniejszych czy większych się nie obeszło
ale ja i On to było to... nie byliśmy niczego bardziej pewni niż siebie.
Dokładnie w naszą pierwszą rocznice 18 września wzięliśmy ślub...
nie mogło na nim zabraknąć harcerzy, nawet ksiądz który go nam udzielał jest harcerzem.
Było pięknie tak jak sobie wymarzyłam ten dzień.
Dwa miesiące później w moim brzucho rosła mała fasolka...
A tera jest z nami już druga...
A to co przyszło tak niespodzianie trwa... i choć bywają gorsze dni, bo gdzie ich nie ma...
i choć ja Małą Mi z charakteru trochę jestem... i czasami czepiam się strasznie...
to mój Włóczykij oaza spokoju.
Kocham go nad życie!
tęsknie za każdym razem jak daleko ode mnie...
brak mi jego zapachu, oddech na karku gdy zasypiać muszę sama w tym wielkim łóżku...
Może te nasze 5 lat to nie dużo, ale od momentu gdy serce szybciej zabiło i głowa wiedziała, że to właśnie On...
ten z którym chcę przeżyć całe życie... cieszyć się i płakać... pomarszczyć przy kominku z kubkiem kawy w dłoniach...
przeżyć życie razem a nie obok siebie!
Co czyni ten związek takim?
to, że rozmawiamy ,
że jesteśmy dla siebie,
że w każdej sytuacji możemy na siebie liczyć
i zawsze się wspieramy.
4 lata jako Mąż i Żona
5 lata z Tobą:*

"Powiedz, że
Powiedz jak
I, że nigdy nikogo aż tak

Dom
Pewny ląd
Nad nim dach z naszych rąk"

Prześlij komentarz

the little things © . QUINN CREATIVES .