matka matce..

1 lipca 2014

Wiecie co nie ogarniam co się dzieje ze światem...coraz więcej afer i aferek a ja wole być gdzieś obok...
tak lubię moje "słodko pierdzące" życie...
ale do sedna.
Co kogo obchodzi czy się miało cesarkę czy naturalnie urodziło albo, o zgrozo, cesarka na życzenie...
no tak, bo matkę, która rodzi SN trzeba postawić na piedestale bo przecież po CC wstajesz i idziesz...
wstanie to koszmar, każde następne jest łatwiejsze no ale...
modlisz się żeby nie kichnąć albo żeby jakiś kaszel nie przyszedł...
no a matka, która ma CC na życzenie to w ogóle myśli tylko o sobie i z taką to już nie warto nawet rozmawiać...
ja rozumiem wielogodzinne męczarnie, bóle - sama przez to przechodziłam i nie chce tego powtarzać...
mamy prawo wyboru, a czasami tak się po prostu dzieje, i co czy to w jaki sposób przyszło dziecko na świat czyni nas lepszymi lub gorszymi matkami?
Co kogo obchodzi czy się karmi piersią czy butelką, czy odciągasz mleko czy karmisz mm (ostatnio zwanym paszą)...
wszystko jest ok, sama decydujesz albo życie decyduje
karmienie piersią jest naturalne i nikogo to nie dziwi
no ale ostentacyjne wywalanie - cyce na ulice... już może kogoś zdziwić...
bo karmienie piersią to coś intymnego dla kobiety i dla dziecka no ale zresztą co ja tam wiem... przecież ja karmię paszą i idę na łatwiznę...
swoją drogą śmieszy mnie nie zdecydowanie ludzi:
bo najpierw mówią, że piersią jest łatwiej bo przecież wyciągasz i masz a butle to musisz wstać zrobić...
ale jak się już okazuje, że Ty jednak karmisz tą butlą to ludzie stwierdzają, że to Ty idziesz na łatwiznę... WTF?
co Ci do tego się pytam?
Co kogo obchodzi czy Twoje dziecko ma czapka, czy też jej nie ma...
czy przy plus 20 jest w kurtce zimowej czy pod grubym kocem
czy jest w samej bluzie...
czy ktoś jest za gruby za chudy, za ładny za brzydki...
i wymieniać można długo oj bardzo długo, no ale po co?
Ok. mi też wiele rzeczy się nie podoba, jest nie po mojemu ale mogę coś pomyśleć
skomentować do męża lub do koleżanki o tych samych poglądach.
ale ludzie, w życiu nie przyszło by mi skomentować tego do danej osoby...
i wchodzić z butami w czyjeś życie...
co daje masa ostatnio popularnych hejtów?
na co i po co?
i czemu to najczęściej Matka Matce wilkiem....
przecież każda z nas doświadcza tego trudu -
najpierw ciąży, porodu jaki by on nie był, poznawania się z dzieckiem i radzenie w różnych ekstremalnych sytuacjach... po co to jeszcze utrudniać?
zamiast się wspierać, a nie oceniać...
gdyby się tak przez chwile zastanowić "co mi to da?" zanim wylejesz z siebie tyle jadu...
po niektórych spłynie to jak po kaczce a niektórzy... mogą coś wziąć za bardzo do siebie!
czemu nie reagujesz gdy dziecku dzieje się krzywda taka prawdziwa?
czy naprawdę musisz zaszufladkować ludzi pod swoje widzi misie?
bo tylko twoje jest właściwe?
halo!? życie jest za krótkie i za piękne...
niech każdy żyje swoim życiem...
pamiętaj nie podoba Ci się -  nie patrz, nie komentuj.

6 komentarzy

  1. pisałam podobny post pewnie jakoś tak gdy Adaś był w wieku Bruna... od tamtej pory gęba na kłódkę robię swoje inni niech się zabijaja .... a mi szkoda życia

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak to mój pierwszy i ostatni post w tym temacie, takie mnie refleksje naszła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No niestety kochana każdy jest mądrzejszy, ja do tej pory pamiętam jaka afera się u nas wywiązała przez to, że Lena lata na bosaka :D
    Jedyne co ja mam czelność komentować wprost to źle zapięte pasy w fotelikach i tego się będę trzymać :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie też nie rozumiem dlaczego to właśnie matka matce wilkiem, ale wydaje mi się, że tu chodzi o dowartościowanie swojego ego. Pokazanie światu, a przede wszystkim sobie, że to ja jestem lepsza od tej drugiej mamy...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Tobą. Ja takie afery i kłótnie omijam szerokim łukiem. Nie komentuję, nie wtrącam się, jak mnie ktoś zapyta (jako specjalistę) odpowiem, poprę doświadczeniem. Bardzo mnie bulwersują niektóre blogi, dlatego większość przestałam czytać. Tworzą sztuczne afery tylko po to żeby podjudzić inne matki i nabić sobie wejść na stronę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też nie ogarniam wchodzenia komuś w życie z buciorami... Mogę się z czymś zgadzać lub nie, komentuje we własnych 4 ścianach jak juz bardzo muszę, a innym daje żyć. Tak po prostu. Tylko szkoda, że ci inni niekoniecznie odpłacają tym samym:\

    OdpowiedzUsuń

the little things © . QUINN CREATIVES .