smoczkowanie.

3 lutego 2014

Jejku i znowu mam takie zaćmienie....
kładę się spać i już po głowie skaczą mi zdania co napiszę,
bo tyle mam do powiedzenia...
A jak już siadam spokojnie, włączam komputer i otwieram to okno
to jakby pustka...
No dobra weź się w garść!

Już dawno chciałam napisać na temat smoczka i odsmoczkowania...
Co uważam na temat smoczka wygoda czy konieczność?
Jak chodziłam w ciąży z K. nasłuchałam się
- nie dawaj w żadnym wypadku smoczka!
- bo to zło przecież!
- wygoda!
- Piotrek, Kasia, Zuzia nie potrzebowali, nie chcieli, nie mieli i żyją!
i inne tego typu
Mój teść był największym przeciwnikiem...
po czym okazało się, że swojemu pierwszemu wnukowi sam kupił pierwszy smoczek
no ale on go nie potrzebował i dlatego my też w żadnym wypadku nie możemy dać naszemu
dziecku.
W szpitalu położne od razu mówią, że nie ma takiej opcji.
Po czym usłyszałam od jednej
"no to mama musi zainwestować w smoczek jak już wyjdziecie bo odruch ssania jest bardzo mocny"
bo w domu mogę a w szpitalu to co? już nie moje dziecko? w oczy ich kłuje?
Ok rozumiem, każdy ma swoje zdanie na ten temat jedni zło konieczne, po co to wogóle?
drudzy na siłę pchają dziecku do buzi... po co? nie wiem...
ale jak widzę, że moje dziecko ssie cały czas palec to serio wolę dać ten smoczek...
i tak stało się u nas... ile się nasłuchałam to ojejku
nie mniej niż o karmieniu piersią a raczej nie karmieniu...
Nie jestem zwolenniczką mówienia tego, że my się wychowaliśmy
na czymś tam to i nasze dziecko może...
coś na zasadzie chodzików większość z nas w nich śmigała i żyjemy
tylko, że akurat w tym przypadku udowodnione jest, że to szkodzi
no i po co to! ale każdy jest rodzicem i wybiera... ale nie o tym teraz.
A smoczek? no ok może byś wada zgryzu, wymowy,  próchnica... może ale nie musi...
Jeśli jest to wszystko z umiarem... ciężko mówić o umiarze u niemowlaka...
ale jak dziecko już podrośnie i widzimy, że smoczek nie jest mu nie zbędny do życia
to można już o umiarze mówić...
U nas było to tak, że Kseń jak miała około roku to smoczek był tylko do spania,
albo jak stała się "tragedia" jakaś...
Zawsze gdzieś był w pogotowi ale nie koniecznie na widoku...
i to jest jakiś umiar mi osobiście nie podoba się duże biegające dziecko
ze smokiem w buzi no bo już w sumie po co mu to?
na huśtawce, w piaskownicy czy  w zabawie...
no ale to tylko moje osobiste odczucie.
Później jak już poradziliśmy sobie z faktem, że nasze dziecko
używa smoczka to po jakimś czasie zaczyna się wypytywanie
- jejku ona taka duża i ma smoka? kiedy w końcu jej go zabierzecie?
Jestem zdania, że na wszystko przychodzi pora nic na siłe
przecinanie smoczków to nie dla mnie...
przekonałam się o tym przy odstawieniu nocnego mleka
i smoczka właśnie
Z mlekiem poszło szybciej, wcześniej... trochę płaczu było no ale bez tragedi
kilka nie przespanych nocy i już po sprawie.
Bałam się, że ze smokiem będzie gorzej i co? w ogóle nie było.
Kilka razy rozmaiwałyśmy z K., że może to już pora wyrzucić smoczek...
i mówiła, że jeszcze nie, jeszcze go potrzebuję...
i pewnego dnia po moim pytaniu Kseń stwierdziła,
że jest już dużo dziewczynką i go nie potrzebuję
po czym poszła i sama wyrzuciła go do kosza...
moje zdziwienie było wielkie bo nie spodziewałam się tego w danym momencie...
płacz był przy drzemce popołudniowej
przez chwilę nawet dostałam rozkaz wyciągnięcia go z kosza
no ale wytłumaczyłam i zasnęła bez...
wieczorem nie było na temat smoczka ani słowa i tak przeszło płynnie...
więc pozbyliśmy się go w wieku 28 miesięcy!

a Wy jakie mieliście doświadczenia? :)


ostatnie zdjęcie ze smokiem.

2 komentarze

  1. Mamy bardzo podobne podejście do spraw o których piszesz...:) A co do smoczka u nas od samego początku służył tylko do usypiania. Lea, gdy w nocy jej wypadł, budziła się sama i jakoś go odnajdywała, albo spała bez nigdy nie musiałam wstawać w nocy, żeby jej go podać.
    Smoczek odstawiliśmy w momencie kiedy zauważyła, że zdarzyło jej się kilka razy zasnąć bez - np. w samochodzie, u dziadków jak zapomnieliśmy... Odcięłam końcówkę, pokazałam, że jest popsuty i poprosiłam, żeby wyrzuciła.
    Wyrzuciła, dwa-trzy dni i jakoś poszło...:))

    OdpowiedzUsuń
  2. no ale nic na siłę, samo przyszło:)

    OdpowiedzUsuń

the little things © . QUINN CREATIVES .