mama tu.

5 lutego 2013

Muszę koniecznie opisać sytuację sprzed kilku dni. Teściowa przywiozła pierożki na obiad na dzień następny. Rano otwieram lodówkę i gdzieś pomiędzy wędliną a masełkiem "spojrzały" na mnie posępnie - patrze a tam w pudełku zaledwie 15 pierożków zostało. Biorę telefon i już w myślach buzuje milion słów. Mąż odpiera a ja spokojnie...
Kochanie zjadłeś pierogi?
Zjadłem kilka.
Tak tylko te kilka miało być na obiad a 15 pierogami nie najemy się w cztery osoby.
Hmmm...
No dobrze. To dzisiaj Ty wymyślasz obiad, kupujesz, i robisz.
Ok. Nie ma sprawy.

Mąż idąc na łatwiznę, pojechał do "baru mlecznego" kupił pierożki i są. Przyszedł z pracy i faktycznie stanął przy kuchence aby je odsmażyć razem z tymi pozostałymi od mamy.
Ja w tym czasie zajęłam się innymi domowymi rzeczami, jestem w pokoju dziecka aby odgruzować trochę podłogę... nagle Kseń przybiega z krzykiem, łapię mnie za rękę i targa na oślep, stawia w kuchni, odpycha tatę i "Mama tu!". My na siebie porozumiewawczym wzorkiem i wraz parsknęliśmy śmiechem. No ładnie się doczekałam Dziecko do garów mnie gna.
Taka tam codzienna rzeczywistość.

Prześlij komentarz

the little things © . QUINN CREATIVES .